Pogrążeni w żałobie krewni ofiar ogromnego pożaru baru w Bangkoku odebrali swoje ciała we wtorek, a liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do 30, choć inni mieli nadzieję, że zaginieni bliscy żyją.
Płomienie przedarły się przez bar i restaurację Rong Beer Na Lat Phrao w stolicy Tajlandii późnym wieczorem w niedzielę podczas występu muzycznego na żywo, powodując ucieczkę ludzi, w tym kilka z płonącymi ubraniami.
W poniedziałek we wczesnych godzinach porannych stwierdzono śmierć dwudziestu siedmiu osób, a kolejna zmarła tego samego dnia w wyniku odniesionych obrażeń.
We wtorek rano biuro okręgowe Chatuchak w Bangkoku podało, że liczba ofiar śmiertelnych wyniosła 30, a 75 osób zostało rannych, w tym 24 w stanie krytycznym.
Krewni zmarłych zebrali się we wtorek w Szpitalu Głównym Policji, aby odebrać ciała swoich bliskich.
Na tyłach szpitala przed kamerami kilkudziesięciu dziennikarzy wyłoniły się szare trumny ze złoconymi płaskorzeźbami.
Część trumien załadowano na tył ambulansów, aby przewieźć je do rodzinnych prowincji zmarłego.
W jednym z nich mężczyzna trzymał kadzidełko nad trumną. Na innym siwowłosa kobieta położyła jedną rękę na trumnie i wytarła oczy chusteczką.
Krewny (po prawej) opłakuje trumnę ze szczątkami ofiary zabitej w pożarze baru w karawanie w Szpitalu Ogólnym Policji w Bangkoku, 14 lipca 2026 r. – AFP
Nuttakarn „Mint” Sevoy (30 l.) przybyła po swojego przyjaciela z dzieciństwa, Topa Sarobola, który prawdopodobnie zmarł w wyniku zatrucia dymem, podobnie jak wiele innych osób zabitych w niedzielny wieczór.
Nuttakarn powiedział AFP, że rodzina uważa się za „szczęśliwych, że udało im się dokładnie zweryfikować jego tożsamość, ponieważ jego ciało nie zostało spalone w stopniu uniemożliwiającym identyfikację”.
Ale rodzina, a zwłaszcza babcia, zmagała się z jego stratą.
„Ciągle powtarzała, że to on powinien był ją skremować… (on) powinien być tym, który będzie obecny na jej pogrzebie, a nie ona, aby w ten sposób odebrać ciało wnuka” – powiedział Nuttakarn.
Jarunee Phosawad przybyła z Roi Et we wschodniej Tajlandii, aby nadzorować kremację ciała jej kuzynki Kochaporn Sotharat i powrót jej prochów do domu.
„Była radosną osobą” – 46-latka powiedziała AFP, dodając: „Poczułem zimno, kiedy usłyszałem, że nie żyje”.
Kochaporn była samotną matką córki, która również przyjechała do Bangkoku, aby zrobić test DNA, powiedział Jarunee.
„Nie wiem, jak ona będzie dalej żyć, miała tylko mamę”.
„Trzymaj się nadziei”
Dla innych jest jeszcze nadzieja.
Booyaporn Sermsiri przebywała w szpitalu w poszukiwaniu swojej 25-letniej córki Jarawee „Cartoon” Sermsiri, która nadal jest zaginiona.
„Ponieważ jeszcze jej nie znaleźliśmy, możemy tylko czekać. Nie tracimy nadziei” – powiedziała AFP.
Powiedziała, że przyjaciółka Cartoon zadzwoniła do niej wcześnie rano w poniedziałek i powiedziała, że wybuchł pożar i nie mogła się z nią skontaktować.
51-letnia Booyaporn oświadczyła, że oddała próbkę DNA, a policja poinformowała ją, że wynik może zostać ogłoszony później we wtorek.
„Modlę się. Modlę się, żeby wszystko z nią w porządku” – powiedziała.
Policja kryminalistyczna przeszukuje wrak, a władze starają się ustalić, jak wybuchł pożar i dlaczego był tak śmiercionośny, sprawdzając m.in. możliwą awarię elektryczną, a także to, czy wyjścia awaryjne były zablokowane.
Kilku świadków zeznało, że przed północą widzieli dym w środku, zgasły światła, po czym nastąpiła eksplozja i intensywne płomienie, które zmusiły klientów do ucieczki.
Krewni ofiar i ci, którzy przeżyli pożar, odwiedzili we wtorek poczerniały bar, niektórzy złożyli girlandy i modlili się za zmarłych.
Krewni ofiary pożaru baru modlą się przed barem Rong Beer Na Lat Phrao w Bangkoku, 14 lipca 2026 r. — AFP
Usa Tadsri, lat 40, przeżyła, ale dwie przyjaciółki, które były z nią, zmarły.
Namtip Tubsook i jej mąż Suwitcha Sirililung pozostawili dwójkę dzieci w wieku czterech i pięciu lat, którymi obecnie opiekuje się ich babcia Nid.
„Chcieliśmy tylko się zabawić, ale wpadliśmy w pułapkę katastrofy” – powiedziała reporterom Usa.