Koalicja rządząca w Niemczech zgodziła się na radykalne reformy podatkowe, pracy i emerytalne, oznajmił w czwartek kanclerz Friedrich Merz, co stanowi przełom mający na celu ożywienie borykającej się z trudnościami gospodarki i przeciwstawienie się wzrostowi popularności skrajnej prawicy.
„Pracujemy nad zwiększeniem elastyczności naszych przedsiębiorstw” – powiedział Merz na konferencji prasowej w Berlinie po długich rozmowach między swoim centroprawicowym sojuszem CDU/CSU a ich koalicjantami, centrolewicową SPD.
„Pracujemy nad ograniczeniem biurokracji. Pracujemy nad ochroną naszego państwa opiekuńczego i pracujemy nad zmniejszeniem obciążeń pracowników i firm poprzez obniżenie podatków” – powiedział Merz, który obiecał „wielki krok naprzód” dla niemieckiego wzrostu gospodarczego.
Pakiet obejmuje obniżki podatku dochodowego o wartości 10 miliardów euro (11,4 miliarda dolarów), które mają być sfinansowane wyższymi podatkami dla osób zarabiających powyżej 250 000 euro rocznie.
Zmiany w systemie emerytalnym ostatecznie spowodują podniesienie wieku emerytalnego do 67. roku życia.
„Najwyżej zarabiający w tym kraju przejmą większą część” obciążeń podatkowych, powiedział minister finansów i wicekanclerz Lars Klingbeil z SPD.
„To sprawiedliwe, aby nasz kraj mógł iść do przodu”. Strony stwierdziły, że ulga podatkowa oznaczałaby poprawę sytuacji przeciętnej rodziny o około 600 euro rocznie.
Koalicja zgodziła się także na ograniczenie korporacyjnych obowiązków sprawozdawczych, które firmy uważają za uciążliwe, oraz zniesienie prawa pracowników do telefonicznego otrzymywania zwolnień lekarskich w celu ograniczenia dni nieobecności pracowników w Niemczech.
Będzie można także zatrudniać osoby na umowach tymczasowych na okres do czterech lat.
Organizacje biznesowe z zadowoleniem przyjęły te plany, ale związek zawodowy IG Metall stwierdził, że reformy rynku pracy stanowią „atak na prawa pracowników”.
‘Pod presją’
Partie koalicyjne – sprawujące władzę od maja ubiegłego roku w największej gospodarce Europy – od miesięcy walczyły o porozumienie w szeregu drażliwych kwestii.
Rządowi zależy także na pokazaniu, że potrafi uporać się z problemami kraju i zmniejszyć atrakcyjność skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec (AfD), która od miesięcy zajmuje czołowe miejsca w ogólnokrajowych sondażach.
We wrześniu w byłych komunistycznych wschodnich Niemczech odbędą się kluczowe wybory regionalne, w wyniku których może powstać pierwszy w historii rząd stanowy pod przewodnictwem AfD.
Byłoby to bezprecedensowe w powojennych Niemczech i podkreśliłoby fatalną ocenę Merza.
„Robimy wszystko, co w naszej mocy, aby przezwyciężyć strukturalną słabość naszego kraju w zakresie wzrostu gospodarczego” – stwierdził Merz, przyznając, że „jesteśmy pod presją z wielu stron”.
Niemiecki przemysł napędzany eksportem przez długi czas był motorem sukcesu gospodarczego Niemiec, jednak mocno ucierpiał z powodu rosnących kosztów energii i pracy. Ostra chińska konkurencja i niekonsekwentny atak celny prezydenta USA Donalda Trumpa tylko zwiększyły presję.
W części pakietu, która była postrzegana jako skierowana do Chin, koalicja stwierdziła, że rząd będzie nalegał na podjęcie bardziej rygorystycznych działań na szczeblu UE przeciwko „nieuczciwej konkurencji”, a także zaostrzenie przepisów dotyczących inwestycji zagranicznych w „sektorach strategicznych i infrastrukturze krytycznej”.
Marion Muehlberger, starsza ekonomistka Deutsche Bank, stwierdziła, że czwartkowe oświadczenie stanowi „jeden z największych (Niemiec) pakietów reform od dziesięcioleci” i pokazało „zdolność rządu do porozumienia w sprawie ważnych reform strukturalnych”.
Powiedziała, że pakiet „powinien dobrze wróżyć nastrojom i pokrywać się z naszą prognozą przyspieszenia wzrostu gospodarczego w drugiej połowie roku”.
Holger Schmieding z Berenberg przestrzegł, że „żadna z wielu reform… sama w sobie nie będzie przełomowa”.
„Ale oprócz propozycji zasadniczej reformy emerytalnej, którą rząd zatwierdził już dziesięć dni temu, porozumienie w sprawie reformy może naprawdę coś zmienić” – stwierdził. „Jeśli zostaną wdrożone, Niemcy mogą ponownie stać się lepszym miejscem do inwestowania i tworzenia miejsc pracy”. Bardziej optymistyczną ocenę przedstawił Marcel Fratzscher, prezes Instytutu DIW, mówiąc dziennikowi Rheinische Post, że reformy nie stanowią „wielkiego sukcesu, ale raczej pakiet symboliczny”.